Praca domowa. Jak ją odrabiać z dzieckiem, żeby nie zwariować

                 Praca domowa to zmora nie tylko dzieci ale również a może przede wszystkim rodziców. Na samym początku dodam, że jako nauczyciel i matka 9 – letniej istoty nie jestem fanką zadań domowych czy nawet wypełniania czasoprzestrzeni dziecka wracającego ze szkoły w 100%. Uważam, że dzieci mają prawo to nic nierobienia albo do tzw. „czasu na nudę” która w dzisiejszych czasach jest kapitałem deficytowym w życiu dziecka a przecież jest również swoją drogą, świetnym momentem do odkrywania własnej kreatywności.

Sama pamiętam jak ojciec mówił do mnie jako dziecko „Nie masz co robić? Pobaw się palcami” Wtedy nie rozumiałam i nie wyczuwałam płynącej w jego głosie ironii ale za to ile palco-gier potrafiłam wymyśleć!

Wracając jednak do prac domowych chciałabym podkreślić, iż jestem świadoma faktu, że innym wyczynem (tak, używam tego słowa z pełną świadomością) jest odrobienie pracy domowej z dzieckiem młodszym, 5-cio / 6-cio latkiem (czyt. chłopcem) a innym z 5-cio / 6-cio latką (czyt. dziewczynką). Z innym też wyzwaniem mamy do czynienia wtedy kiedy mówimy o dzieciach starszych.

Są jednak zasady, które zdecydowanie ułatwiają naukę dziecka w domu. Pomagają w skupieniu uwagi i koncentracji, która jest niezbędna w procesie nauczania. Właśnie te zasady chciałabym po krótce opisać. 

  1. Chwila oddechu. Ważnym jest byśmy po powrocie ze szkoły dali dziecku chwilę wytchnienia. Nie mówię tutaj o spędzaniu czasu przed telewizorem, Ipodem czy komputerem. Mimo, że sama jestem maniaczką najnowszej technologii i uważam, że dziecko powinno uczyć się z tych nowinek korzystać, albowiem nie oszukujmy się, w tym kierunku zmierza świat i sztuczne chronienie dzieci przed tym co nie uniknione, nie ma dla mnie najmniejszego sensu. Musimy być jednak świadomi tego, że nawet oglądanie bajek w telewizji czy niewinna gierka na komputerze męczy organizm dziecka a przecież miało ono odpoczywać po wielu godzinach spędzonych w szkole. Zaproponujmy więc zamiast gadżetu zrobienie kartki urodzinowej dla członka rodziny, zbudowanie nowej wieży z klocków, pokolorowanie czy wyklejenie obrazka, spacer z psem albo zabawę z kotem w domu. Zaproponujmy coś przy czym dziecko aktywnie odpocznie. Jeśli wszystkie pomysły wydają się nie zdawać egzaminu może dajmy dziecku czas, żeby się najzwyczajniej w świecie ponudzić. Nie mówię tutaj oczywiście o zostawieniu dziecka tzw. samopas ale o podarowaniu dziecku chwili, w której może pobyć chwilę sam ze sobą! Chwila „nudy” to naprawdę nic złego! Pierwsze dni na pewno będą ciężkie. Dziecko nie będzie wiedziało co z tym czasem zrobić. Będąc jednak konsekwentnym przez parę zaledwie dni zobaczysz, jakie kreatywne pomysły zaczną napływać do głowy Twojej pociechy.
  2. Pozwólmy dziecku zaplanować swoje popołudnie, dajmy mu szansę przejąć inicjatywę. Ten sposób znam z autopsji i działa. Nie mówię, że rewelacyjnie ale lepiej! Po krótkim zapoznaniu się z ostatnimi wydarzeniami w szkole często mówię do córki;

          Zadania na dzisiaj to:

  1. obiad, (wiem, że zjedzenie go zajmuje Nam ok 30 min)
  2. tabliczka mnożenia (codziennie ćwiczy ją ok 5 min dziennie w specjalnie przeznaczonej do tego książce),
  3. polska szkoła ( grubsza ryba ok 1h nauki ze mną j. polskiego)
  4. słówka (codziennie powtarzamy 10 angielskich słówek- przygotowanie do piątkowego testu – ok 10 min)
  5. czytanie po polsku (15min)
  6. czytanie po angielsku (15 min)

        Wydaje się dużo prawda? Wykonanie tych wszystkich czynności zajmuje 2h 15 min. Zakładając, że zabieramy się za zadania o 17ej i wykonujemy je po kolei – ok 19.15 wszystko powinno być skończone. Córka zasypia ok 21ej               więc ma ok 2h wolnego czasu w którym w niektóre dni wypada jej basen a w inne lekcje pianina.

        Co w metodzie tej działa najlepiej to to, że córka sama decyduje jakie zadania chce wykonać najpierw a jakie                  potem. Oczywiście zachęcam ją by najbardziej uciążliwe obowiązki wykonywać na samym początku kiedy jest                najmniej zmęczona. Zdarzyło się jednak parę razy, że zadecydowała inaczej. Konsekwencją tego była                                nieodrobiona praca domowa jednak doświadczenie to dało jej możliwość samodzielnej zmiany działania                        następnego dnia w celu wypełnienia wszystkich obowiązków. Jeśli oczywiście sytuacja z nieukończonymi                        zadaniami powtórzyłaby się więcej niż dwa razy zwróciłabym uwagę na błędy w planowaniu lub przejęła                        ponownie inicjatywę. Przesłanie które niesie ze sobą ta metoda to – Dajmy dzieciom kredyt zaufania,                              rozmawiajmy z nimi, one często są bardziej świadome otaczającego ich świata niż Nam się wydaje.

  1. Pomagajmy w pracach domowych ale zawsze w tych samych warunkach. Upewnijmy się, że miejsce do pracy jest uprzątnięte, że nie ma w około porozrzucanych zabawek, które dekoncentrują dzieci. Wszystko co będzie potrzebne podczas pracy powinno znajdować się w zasięgu ręki dziecka, co zaoszczędzi czas na wędrówki do plecaka bądź szafki, które dodatkowo rozpraszają dziecko. Skupmy się na zadaniach co wymusza bezwzględny zakaz np.: słuchania w tym czasie muzyki czy podglądania telewizji zarówno przez dziecko jak i przez rodzica! Nie oczekujmy od dziecka koncentracji, jeżeli w tym samym czasie, sami będziemy odpisywać na maile czy odbierać dzwoniący telefon. Dla dzieci o bardzo krótkich okresach koncentracji pomocnym może okazać się nawet odsunięcie biurka od okna przez co unikniemy dodatkowych, niepożądanych bodźców zewnętrznych.
  2. Zachowaj Spokój. Ciężkie do wykonania? Zdecydowanie! Prawie niemożliwe przy Twoim dziecku? Skąd ja to znam. Bycie nauczycielem własnego dziecka jest najtrudniejsze ze wszystkich rodzajów nauczania- niezaprzeczalnie! Podpisuje się pod tym obiema rękoma. Sama niejednokrotnie powtarzam, że wole uczyć cały dzień klasę złożoną z 30 uczniów niż własną córkę przez godzinę. Ale co począć? Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo a nasze opanowanie, wyrozumiałość i trzymanie nerwów na wodzy na kluczowe znaczenie w edukacji naszej latorośli.
  3. Używajmy pochwał nawet za najmniejsze osiągnięcia. Pamiętajmy, że np.: samodzielne przygotowanie miejsca do pracy lub zapamiętanie iloczynu działania 3×3 jest dla Nas błahostką ale dla naszego dziecka może to być krok milowy. Chwalmy dzieci za ich małe sukcesy – to naprawdę dodaje skrzydeł. Jeśli w natłoku codziennych spraw a tym zapominasz, wyznacz sam sobie zadanie na dobry początek: jedna pochwała mojego dziecka na dzień. Wierz mi możesz doznać szoku po paru dniach jak rzadko chwalisz swoje dziecko. To jest oczywiste, że Twoje dziecko jest niesamowite i niepowtarzalne ale czy ono o tym wie? Czy wie o tym od Ciebie?
  4. Wypowiedzi zabronione„ Zobacz jak Twoja siostra pięknie odrobiła pracę domową. Z nią nigdy nie ma problemu” – unikajmy porównań. To, że dzieci wychowują się w tej samej rodzinie i w tych samych warunkach nie oznacza, że są takie same. Każde z nich może mieć inne predyspozycje, tępo rozwoju czy wymagania edukacyjne.  

          „Tyle razy Ci powtarzałam nie wychodź za linię” – Koncentrujmy się na tym co pozytywne, zamiast tego powiedz „Zobacz tę, tę i tę literkę pięknie napisałeś w linii – Brawo!

          „Skup się wreszcie! Inaczej nigdy tego nie skończymy” – „Świetnie z większością zadań już się uporaliśmy, 5 min przerwy a potem skończymy resztę”

  1. Nie zaprzeczajmy uczuciom dziecka i nie udawajmy przed nim. Jeśli dziecko mówi Nam, że mu się czegoś nie chce robić nie odpowiadajmy z wyrzutem „Tobie się nigdy nie chce!” Lepszym wyjściem z sytuacji jest odpowiedź „Rozumiem że Ci się nie chce. Ciężko pracowałeś/aś dzisiaj w szkole ale jeśli tego nie dokończymy będziemy musieli zrobić to później a wtedy nie będzie już czasu na grę planszową w którą mieliśmy zagrać razem z Twoją siostrą”. Jeśli riposta brzmi „Ja wcale nie muszę grać w tę głupią grę” wtedy używany ostatecznego argumentu „Widzisz, czasem w życiu trzeba robić rzeczy na które nie do końca ma się ochotę w danej chwili. Ja np.: też jestem zmęczona i chętnie wzięłabym teraz kąpiel ale nie robię tego ponieważ pomagam Tobie w Twoim obowiązku”.

          Prace domowe są często nudne, nie da się ukryć, więc jeśli dziecko głośno o tym mówi nie udawajmy przed nim że jest inaczej. Zamiast tego wskazujmy korzyści jakie płyną z tego nudnego zadania.

  1. Praca domowa jest dla dziecka nie dla rodzica więc wykonywanie jej za dziecko lub nawet nadmierne pomaganie jest niepożądane, szczególnie w UK. Tutaj naprawdę nie chodzi o to kto ładniej i najbardziej precyzyjnie ale kto samodzielnie i kreatywnie. Jeśli dziecko ma narysować pieska a w efekcie końcowym piesek bardziej przypomina krokodylka naprawdę nie przejmowałabym się tym drobnym szczegółem. Jeśli rysunek nie przypomina pieska nawet w najmniejszym szczególe ale dziecko było mocno zaangażowane w proces tworzenia- pochwaliłabym je za włożony trud i z dumą zaniosła niby-zwierzątko do szkoły. Pamiętajmy efekt końcowy jest najmniej istotny liczy się proces tworzenia!
  2. Co ważne a co ważniejsze. Zdarza się, że pracy domowej jest dużo, dużo za dużo a my z góry wiemy, że Nasze dziecko nie da rady odrobić całego materiału. Wybierzmy rzeczy najistotniejsze, te z którymi ma ono największe problemy. Spytajmy dziecko co sprawia mu trudność i skoncentrujmy się na wyjaśnieniu najtrudniejszych zagadnień. Według mnie lepiej by dziecko bez sprzeciwu odrobiło nawet połowę pracy domowej niż całość z płaczem
  3. Podzielmy się Naszymi problemami z nauczycielem dziecka to on jest fachowcem w tym temacie nie Ty. Nikt z Nas nie został rodzicem z gotową instrukcją obsługi dziecka, a Ty na pewno nie będziesz pierwszym rodzicem który boryka się z takimi problemami. Nauczyciel może mieć dla Ciebie gotowe rozwiązania do zastosowania. Poza tym on też wie wiele o możliwościach i kompetencjach Twojego dziecka!
  4. Bądźmy otwarci na zmiany. Często słyszę od rodziców ” Nie to nie przejdzie, nie z moim dzieckiem”. Ja zawsze zachęcam „Najpierw spróbuj, potem oceniaj”. Coś co wydawało się niemożliwe do wykonania przez dziecko wczoraj, dzisiaj może okazać się wielkim sukcesem. Daj szanse na ten sukces swojemu dziecku! Ze zmianami jest tak, że niektóre następują gwałtownie inne wymagają czasu, miesięcy a nawet lat. Moja córka dla przykładu od najmłodszych lat nie jadła ryb pod żadną postacią. Nawet nie chciała o nich słyszeć. Ostatnio mówi do mnie (a ma teraz 9 lat)

         – Wiesz mamo jak byliśmy z tatą na obiedzie to spróbowałam tę różową rybę (łosoś). Smakuje trochę jak kurczak.

         – Tak? odpowiadam. Świetnie. Chciałabyś ją posmakować jeszcze raz?

         – Nie no co ty – ona na to.

         Porażka? NIE! Może w wieku 11 lat przyjdzie i poprosi o rybę na obiad…kto wie.

 

Przygotowała:

Kinga Wrońska

(Współzałożycielka i propagatorka inicjatywy Angielski Homework)

www.angielskihomework.com     

 

Newsletter

Bądź na bieżąco i zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Twoje dane nigdy nie zostaną nikomu udostępnione. W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *